August Wilson – cichy bohater Oscarów

Miniona Oscarowa noc przejdzie do historii przynajmniej z kilku powodów: nagrody omyłkowo przyznanej filmowi „La La Land”, historycznej i zasłużonej wygranej „Moonlight” (Film roku), turystów, których prowadzący galę Jimmy Kimmel wpuścił do Dolby Theatre w Los Angeles, i statuetki w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa dla Violi Davis, która tym samym została pierwszą czarnoskórą aktorką z Oscarem, Emmy i nagrodą Tony.

O tym, że Oscary w tym roku nie były tak białe jak wcześniej oraz o tym, jak to możliwe, że podczas transmitowanej na żywo ceremonii rozdania najważniejszych laurów filmowych na świecie i wręczenia nagrody w najważniejszej kategorii dochodzi do takiej pomyłki, przeczytają Państwo zapewne w wielu innych miejscach. Zanim jednak przejdę do tematu dzisiejszego wpisu – opowieści o cichym bohaterze tegorocznej gali – dodam jeszcze, że cieszy mnie Oscar dla Mahershali Alego (Najlepszy aktor drugoplanowy, „Moonlight”). Czekał na docenienie 16 lat, teraz jest jego czas (m.in. „Kiksy”, „Ukryte działania”, „Luke Cage”, w tym roku do amerykańskich kin wejdzie fabuła o raperce Roxanne Shanté „Roxanne Roxanne”, w której gra jedną z głównych ról). Oby trwał jak najdłużej.

Kiedy Viola Davis odbierała nagrodę za rolę w „Fences”, dwukrotnie wspomniała o czarnoskórym dramatopisarzu Auguście Wilsonie (1945-2005). Scenariusz do obrazu opowiadającego historię 53-letniego śmieciarza Troya, jego żony Rose i syna Cory’ego powstał na kanwie sztuki teatralnej, za którą w 1987 roku Wilson otrzymał Tony i Pulitzera. Zmarły 12 lat temu artysta dostał w tym roku pośmiertną nominację do Oscara w kategorii Najlepszy scenariusz adaptowany.

W tej kategorii obraz „Fences” pokonał „Moonlight”, ale najważniejsze, że o Wilsonie znów się mówi. Davis podziękowała Denzelowi Washingtonowi – reżyserowi „Fences” i odtwórcy głównej roli w filmie, „za oddanie kontroli (nad procesem twórczym) w ręce Boga i Augusta Wilsona”, zadedykowała też autorowi swoją statuetkę, chwaląc jego wkład w wynoszenie na piedestał spraw zwykłych ludzi.

Viola Davis dziękuje za Oskara w kategorii Najlepsza aktorka drugoplanowa:

W 30. rocznicę pierwszej Broadwayowskiej premiery sztuki i 60 lat od czasu, w którym rozgrywa się jej akcja, historia zatoczyła koło. A duet Davis i Washington błyszczy w „Fences” po raz drugi. Siedem lat temu zagrali te same role Troya i Rose w broadwayowskim Cort Theatre, za co oboje otrzymali po „teatralnym Oscarze”. Jest duża szansa na to, że Wilson, uważany za jednego z najważniejszych dramatopisarzy drugiej połowy XX wieku, byłby zadowolony z ekranizacji Washingtona. Kiedy hollywoodzkie studia proponowały mu lukratywne umowy za przeniesienie „Fences” na duży ekran, odmawiał, bo nie chciał, żeby reżyserii podjął się biały twórca. Tłumaczył, że nie chodzi mu o uprzedzenia rasowe, ale o względy kulturowe, bo osoba, której obce jest doświadczenie bycia czarnym w Ameryce i nie jest częścią afroamerykańskiej kultury, nie zrozumie realiów i przesłania utworu.

„Fences” jest częścią „Century Cycle”, cyklu dziesięciu sztuk poświęconych życiu i tożsamości czarnych Amerykanów. Każda z nich rozgrywa się w innej dekadzie XX wieku, miejscem akcji dziewięciu z nich jest Pittsburgh’s Hill District (zwana „Harlemem Pittsburga”) w Pensylwanii, dzielnica, w której autor się wychował.

Bohaterowie „Fences”, i wszystkich innych sztuk Wilsona, są czarnoskórzy, ale z opowieściami o ich zmaganiu się z codziennością może się utożsamiać każdy. Uniwersalność sztuk i umiejętność pokazywania zmieniających się socjopolitycznych realiów przez pryzmat codziennych spraw niezamożnych Afroamerykanów to pierwsze, a przedstawianie historii czarnej Ameryki z jej krwią, potem i łzami – to drugie.

Weźmy frustracje śmieciarza Troya. W młodości trafił za kratki za niezamierzone morderstwo, które popełnił podczas napaści. Kradł, bo wychowany w biedzie, stał się produktem swojego środowiska. Był świetnie zapowiadającym się baseballistą, ale ze względu na kolor skóry nigdy nie trafił do wymarzonej głównej ligi amerykańskiego baseballu (Major League Baseball). Jako śmieciarz też zmaga się z dyskryminacją rasową, a jego największe osiągnięcie to awans na kierowcę śmieciarki. Niespełniony, nie pozwala się spełnić synowi Cory’emu (w filmie zagrał go Jovan Alepo), zdradza kochającą żonę, tworzy dystans między sobą a lojalnym przyjacielem. A w tle lata 50. ubiegłego wieku – z rasistowskimi prawami Jima Crowa i ograniczeniami odbierającymi Afroamerykanom poczucie człowieczeństwa.

Początek zwiastuna to fragment jednej z najmocniejszych scen w filmie. Doskonale pokazuje ona napięcie między ojcem a synem. W pierwszej wersji spektaklu na Broadwayu, ta sama scena zagrana przez znakomitych Jamesa Earla Jonesa (Troy) i Courtney’a B. Vance’a (Cory), jest jeszcze bardziej intensywna (nagranie całego spektaklu można znaleźć na YouTube):

Jeśli afroamerykańska noblistka Toni Morrison jest sumieniem Ameryki, to Wilson był z pewnością najbardziej wnikliwym kronikarzem amerykańskiej codzienności. Jednak jego twórczość z prozą Morrison, która napisała przedmowę do książkowego wydania dramatu „The Piano Lesson” (kolejny Pulitzer dla Wilsona, premiera na Broadwayu w 1990 roku), ma sporo wspólnego: duchy przeszłości, mistycyzm, folklor, trudne relacje między członkami czarnych rodzin.

Podobnie jak poeta, pisarz i dramatopisarz Amiri Baraka, Wilson starał się o to, aby jego sztuki miały polityczne przesłanie, a Ed Bullins zainspirował go do wnikliwego pisania o codzienności. Kolejna charakterystyczna cecha twórczości Wilsona to niezwykły rytm dialogów, który niesie opowiadane w sztukach historie. Zasłyszane w restauracjach, u fryzjera czy na stacjach benzynowych rozmowy i zamiłowanie do bluesa, którego nazywał „najlepszą poezją czarnych, jaką kiedykolwiek wynaleziono” – te inspiracje stały się częścią fabuł najczęściej inspirowanych autentycznymi wydarzeniami.

August Wilson

August Wilson

August Wilson urodził się w 1945 r. w Pittsburgu jako Frederick August Kittel Jr. Był owocem trudnej miłości czarnoskórej kobiety i białego mężczyzny – kucharza i alkoholika. Po śmierci ojca przyjął nazwisko panieńskie matki – Wilson. Piątka rodzeństwa, brak bieżącej wody, bieda i zabawy z dziećmi imigrantów o różnym kolorze skóry – tak wyglądało wczesne dzieciństwo dramatopisarza.

Matka – postawna, zdecydowana kobieta, grała w karty, przeklinała, ciężko pracowała i miała duże ambicje wobec zdolnego syna. Ojciec był w życiu małego Augusta prawie nieobecny, dlatego pierwszym ważnym męskim wzorcem stał się dla niego, także pochodzący z Pittsburga, czarnoskóry bokser Charley Burley. Wilson uczęszczał do kilku szkół, w „białej” był jednym z kilkunastu uczniów o ciemniejszym kolorze skóry. Outsider, ani biały, ani czarny. Biali koledzy nie pozwalali mu zapomnieć o jego pochodzeniu. Po przyjściu do klasy wielokrotnie zastawał kartki z napisem „nigger go home”. Z kolei w „czarnej” szkole nie czuł się doceniany. Po tym jak nauczycielka oskarżyła go o plagiat, bo – jej zdaniem za dobrze jak na swój wiek – napisał esej o Napoleonie Bonapartem, rzucił szkołę na dobre.

Już wcześniej lokalna biblioteka była drugim domem Augusta, ale od kiedy skończył 15 lat, zaczął spędzać tam po kilka godzin dziennie. Nie chcąc rozczarować matki, udawał, że chodzi do szkoły, a tak naprawdę kontynuował edukację samodzielnie. Czytał też najważniejsze dzieła afroamerykańskich pisarzy – Ralpha Ellisona, Richarda Wrighta czy Jamesa Baldwina. Interesował go Black Arts Movement, a potem ruch Black Power i ideologia Narodu Islamu. W latach 60. współtworzył Black Horizon Theater w Pittsburgu, współpracował też z Penumbra Theatre Company w Saint Paul w Minnesocie.

Pierwsza sztuka Wilsona, „Jitney”, miała premierę w 1982 r. w Allegheny Repertory Theatre w Pittsburgu. Opowieść o problemach kierowców nielegalnych taksówek w latach 70., którą dramatopisarz zawarł w sztuce, znał z autopsji, bo sam dorabiał sobie jako taksówkarz. W międzyczasie była wystawiana w wielu miejscach, w tym roku wróciła na Broadway (w 2000 roku była wystawiana w teatrze off-broadwayowskim). Jedną z głównych ról zagrał Andre Holland (ostatnio można go oglądać m.in. w „Moonlight”):

Kariera Wilsona nabrała tempa w połowie lat 80. Posypały się nagrody, prócz Pulitzera i Tony, między innymi New York Drama Critics’ Circle Award i Outer Critics Circle Award. Na scenie dramatopisarz pozostał wierny Pittsburgowi. Faulkner miał swoją Yoknapatawpha Country, Wilson miał Hill District. W jego sztukach przez lata zagrało wielu znanych z dużego i małego ekranu czarnoskórych aktorów. Prócz tych już wcześniej wymienionych także Angela Basset, Charles S. Dutton, Laurence Fishburne i Samuel L. Jackson.

Po śmierci Wilson został uhonorowany przez American Theater Hall of Fame. Jak wspominała w wywiadach jego trzecia żona kostiumolożka Constanza Romero, do końca zapisywał zasłyszane rozmowy na serwetkach i kawałkach kartek. Potem z fragmentów dialogów powstawały konkretne historie. Zanim zasiadł do komputera, zawsze dokładnie mył ręce. Przedmioty związane z twórczością autora można obejrzeć w August Wilson Center for African American Culture w Pittsburgu.