Powrót Jaya-Z, film o Tupacu i wyrok w sprawie zabójstwa Philando Castile’a

Pierwszy, już prawie wakacyjny, wpis wypada zacząć od dobrych wiadomości. Jay-Z (a właściwie od teraz JAY-Z) wraca z nową płytą.Jego trzynasty solowy album, który ukaże się 30 czerwca, wyprodukuje sam No I.D. Fanom hip-hopu, a szczególnie pierwszych krążków Commona, nie trzeba go przedstawiać.

Dla trochę mniej zorientowanych – Ernest Dion Wilson ukrywający się pod pseudonimem No I.D. nie bez powodu nazywany jest „ojcem chrzestnym hip-hopu z Chicago”. Właśnie w tym mieście wychowali się zarówno raper Common, jak i Kanye West, którego No I.D. przez długi czas był mentorem. Jego produkcje charakteryzują się zwykle dość miękkimi samplami i idealnie pasują do rymów zawierających osobiste treści (słynne „I Used To Love H.E.R.” Commona, w którym artysta porównał uczucie do kobiety do miłości do muzyki hip-hop, „Heartless” Kanye’go, „Smile” G-Unit, „Tears of Joy” Ricka Rossa i Cee-Lo czy „Find Your Love” Drake’a).

Zdarza mu się też mocniejsze uderzenie (Jay-Z, Kanye i Rihanna – „Run This Town”), ale generalnie styl No I.D. (który nie tylko tworzy podkłady, ale też gra na wielu instrumentach) to takie trochę połączenie wrażliwości DJ Premiera i Pete Rocka. Z Jayem znają się od lat 90., po raz pierwszy współpracowali ze sobą w 2002 r. przy kompozycji „All Around The World” z albumu „The Blueprint 2: The Gift & The Curse”, najpopularniejsza ich kolaboracja to oczywiście „D.O.A. (Death of Autotune)” (2009). Nowa, wydana po czterech latach przerwy płyta rapera ma nosić tytuł „4:44”. Na razie promuje ją fragment utworu „Adnis”.

Adnis to Adnis „AJ” Reeves, nieżyjący już ojciec muzyka, który odszedł od rodziny, kiedy Shawn Carter miał 11 lat. Spotkali się po latach, jednak wszystkie rany nie zostały zabliźnione, o czym raper wspominał wielokrotnie, m.in. w „Where Have You Been” i „Moment od Clarity”.

Trzydziestosekundowemu fragmentowi piosenki towarzyszy część wizualna – trailer krótkometrażowego filmu z Dannym Gloverem oraz laureatami Oscara Mahershalą Alim i Lupitą Nyong’o w rolach głównych. Krążek ma być dostępny tylko dla subskrybentów serwisu streamingowego Tidal, którego Jay-Z jest głównym udziałowcem. Album promują billboardy z napisem „4:44”, rozwieszone w wielu miejscach na świecie: w USA, Nowej Zelandii, Paryżu, Londynie, Australii i innych. Strategia promocyjna jest jak zwykle u muzyka przemyślana.

Fragment utworu trafił do sieci 18 czerwca, kiedy w USA obchodzony był Dzień Ojca – i trzy dni po tym jak Jay jako pierwszy raper, obok takich tuzów jak Kenny „Babyface” Edmonds i Berry Gordy, trafił do Salonu Sławy Autorów Piosenek (Songwriters Hall Of Fame). Artysta nie mógł stawić się na ceremonii, która bez wątpienia była jednym z największych wydarzeń w jego karierze i historii hip-hopu w ogóle, bo jego żona rodziła właśnie bliźniaki, ale honoru w SHOF pogratulował Jayowi nawet Barack Obama:

https://youtu.be/hrqwMDlhZ3E

Wracając do nadchodzącej premiery płyty: od kilku miesięcy trwają spekulacje dotyczące jej brzmienia. Wiadomo, że raper nagrywał z takimi producentami jak Swizz Beatz i Zaytoven, ostatnio odwiedził Kingston na Jamajce i studio Tuff Gong, gdzie współpracował z Damianem Marleyem. Jeśli jednak głównym producentem (choć na pewno nie executive producentem – ten tytuł Jay zostawia zawsze dla siebie) ma być No I.D., a fragment utworu „Adnis” brzmi tak emocjonalnie jak mało która kompozycja, na której rymował wcześniej, „4:44” ma szansę być najbardziej osobistym krążkiem w jego karierze.

Można też się spodziewać tekstów społecznie i politycznie zaangażowanych. Rok temu raper nagrał kompozycję „Spiritual” – komentarz na temat niesprawiedliwości społecznej dotyczącej Afroamerykanów i przemocy policji wobec czarnoskórych młodych mężczyzn (m.in. Alton Sterling, Philando Castile):

https://youtu.be/c8HJRp2eqD0

Do Jaya-Z na pewno wrócę przy okazji premiery jego trzynastego albumu, a tymczasem słów kilka o sprawie wspomnianego już Philando Castile’a, którego rok temu zastrzelono na przedmieściach Falcon Heights w Minnesocie. Policjant Jeronimo Yaneza został właśnie uniewinniony od wszelkich zarzutów, w tym zarzutu zabójstwa. Przypomnijmy, Castile, jego partnerka i jej czteroletnie dziecko podróżowali samochodem, w którym nie działały światła stopu. Zgodnie z poleceniem policji mężczyzna zatrzymał się. Kiedy policjant poprosił o dokumenty, Castile odwrócił się, żeby wyciągnąć je z portfela. W tym samym czasie powiadomił funkcjonariusza, że ma broń, ale zaznaczył, że po nią nie sięga.

Mimo że trzydziestodwuletni Afroamerykanin, z zawodu nauczyciel, postąpił zgodnie z prawem, a pozwolenie na pistolet leżało w samochodzie, Yaneza oddał kilka śmiertelnych strzałów w stronę Castile’a. Tragedię nagrała telefonem komórkowym jego partnerka, zajście obserwował jej syn. Nagranie wykrwawiającego się mężczyzny obiegło cały świat. Ława przysięgłych uznała, że policjant miał prawo spanikować i działać w obronie własnej, przecież Castile ewidentnie „po coś sięgał”. Yaneza przyznał też, że miał prawo tak się zachować, bo „zatrzymani przypominali inne osoby poszukiwane wówczas za napaść z bronią w ręku”.

Nic dziwnego, ze rodzina zabitego szykuje teraz pozew cywilny przeciwko policjantowi. 20 czerwca podobny proces przeciwko policji i miastu Ferguson w stanie Missouri wygrała rodzina osiemnastoletniego Michaela Browna, którego trzy lata temu zastrzelił biały policjant. Bliscy Browna mają dostać ponad 2 mln dol. odszkodowania.Według statystyk w 2015 r. amerykańska policja zastrzeliła 991 osób, z czego 258 stanowiły osoby czarnej rasy. Większość z nich to mężczyźni w wieku od 18 do 44 lat (więcej tutaj).

Przemoc policji wobec czarnych Amerykanów, nakręcająca się spirala wzajemnych uprzedzeń, przyzwolenie na stosowanie kontrowersyjnego prawa „stand your ground” w wielu stanach (w wolnym tłumaczeniu oznacza ono „nie ruszaj się, nie cofaj się”, a upraszczając: polega na przyzwoleniu na zabijanie w obronie własnej, nawet kiedy jedyną przesłanką do strzału jest stwierdzenie, że „osoba wygląda podejrzanie – tak było w 2013 r. w przypadku siedemnastoletniego, nieuzbrojonego Trayvona Martina, który zginął, wracając ze sklepu z paczką cukierków) – to tematy niestety aktualne i mocno kontrastujące z dyskusją o rzekomej postrasowości i postczarności Ameryki (o czym więcej pisałam tutaj).

Walkę o równouprawnienie we krwi miał raper i aktor Tupac Shakur (syn Afeni Shakur i Billy’ego Garlanda, chrześniak Elmera „Geronimo” Pratta i Assaty Shakur – wszyscy byli aktywistami, związanymi m.in. z ruchem Czarnych Panter). Jego fabularyzowana biografia „All Eyez On Me” trafiła 16 czerwca do amerykańskich kin. Opinie o filmie w reżyserii Benny’ego Booma są podzielone. Obraz skrytykowali już raper 50 Cent, reżyser John Singelton. Ten ostatni przyjaźnił się z Tupacem i z nim współpracował (film „Poetic Justice”). Aktorce Jadzie Pinkett-Smith, przyjaciółce artysty ze szkolnych lat, nie spodobały się sceny portretujące jej relację z artystą. Demetrius Shipp Jr., który wcielił się w rolę rapera, wygląda jak jego sobowtór, a ciekawostką jest fakt, że ojciec aktora współpracował jako producent przy albumie „The Don Killuminati: The 7 Day Theory” Shakura.

W filmie pojawia się też Jamal Woolard w roli kolejnego tragicznie zmarłego rapera, Notoriousa B.I.G. Ten sam, który zagrał Biggiego w poświęconej mu biografii „Notorious” (reż. George Tillman Jr., 2009). Czekam niecierpliwie na polską premierę filmu, a oto jego trailer:

https://youtu.be/uFttQtY_AVM

Skoro jestem przy nowościach, polecam stworzony i wyprodukowany przez Avę DuVernay („Selma”, „13th”) serial „Queen Sugar”, którego drugi sezon właśnie trafił do amerykańskiej telewizji. W USA jest emitowany w należącej do Oprah Winfrey stacji OWN, a w sieci można go oglądać na przykład na platformie internetowej Hulu.

Serial powstał na podstawie książki Natalie Baszile o tym samym tytule. Główni bohaterowie to rodzeństwo Bordelonów: dziennikarka i aktywistka Nova (Rutina Wesley), mający za sobą problemy z prawem młody ojciec Ralph Angel (Kofi Siriboe) i bizneswoman Charley (Dawn Lyen-Gardner). Po rozstaniu z mężem, gwiazdą koszykówki, Charley przeprowadza się z nastoletnim synem Micah z Los Angeles na farmę w Luizjanie, a tym samym dołącza do reszty rodzeństwa. Próbują wspólnie zarządzać należącą wcześniej do ich zmarłego ojca plantacją trzciny cukrowej, co nie jest takie proste. Wracają rodzinne demony, kolejne przeszkody to rasistowskie uprzedzenia białych zarządców innych plantacji i przeszłość Rlpha Angela.

Nie jest to jednak ckliwy melodramat. Prócz problemów współczesnej Czarnej Ameryki produkcja pokazuje eklektyczną kulturę Południa USA z muzyką Nowego Orleanu, ucztami w stylu soul food i kadrami na miarę tych z przełomowego filmu „Córki pyłu” Julie Dash (1991).

Zresztą Dash wyreżyserowała kilka odcinków drugiego sezonu „Queen Sugar”. Przyjęła zaproszenie Avy DuVervay, która do pokierowania serialem zaprosiła wyłącznie czarnoskóre reżyserki. „Queen Sugar” to także kultywowanie afroamerykańskiej tożsamości. W pierwszym odcinku drugiego sezonu rodzina świętuje Juneteenth, zwane potocznie „czarnym Dniem Niepodległości”. To upamiętnienie 19 czerwca 1865 r., kiedy to gen. Gordon Granger dotarł z żołnierzami Unii do Galveston w Teksasie z wiadomościami o zakończeniu wojny domowej i emancypacji niewolników z konfederackiego Południa.

Na koniec smutna wiadomość i złożenie muzycznego hołdu raperowi Prodigy, połowie nowojorskiego duetu Mobb Deep. Albert „Prodigy” Johnson zmarł 20 czerwca w Las Vegas. Muzyk cierpiał na anemię sierpowatą. Mobb Deep największe sukcesy odnosili w latach 90. Dzięki takim albumom grupy jak „The Infamous” (1995) i „Hell On Earth” brudne brzmienie i uliczne rymy wróciły na tzw. Wschodnie Wybrzeże.